Przejdź do treści

Prywatność

Cyfrowa higiena bez wymówek: Czy warto aktualizować telefon? Brudny sekret przycisku „Przypomnij później”

Zauważyłem to u swojej żony, jednak szybko dotarło do mnie, że problem ten ma skalę globalną. Przyznam szczerze: sam też kiedyś tak robiłem, dopóki nie zrozumiałem, co tak naprawdę kryje się pod maską tych irytujących powiadomień. Na ekranie pojawia się komunikat o dostępnej aktualizacji systemu lub aplikacji, a nasz palec automatycznie wędruje w stronę przycisku „Przypomnij później”. Tydzień później sytuacja się powtarza. Kiedy pytam o powód, słyszę żelazny argument: "A po co mi to? Przecież teraz wszystko działa".

Jak zabezpieczyć telefon i swoje dane w 15 minut. 4 kroki dla każdego

Większość poradników o prywatności w internecie zaczyna się od radykalnych kroków. Instalacja Linuxa, rezygnacja ze smartfona i kasowanie wszystkich kont w mediach społecznościowych. Efekt jest taki, że przeciętny użytkownik odbija się od ściany i wraca do starych przyzwyczajeń.

Tymczasem w cyberbezpieczeństwie doskonale sprawdza się zasada Pareta. Wdrożenie zaledwie dwudziestu procent kluczowych zabezpieczeń eliminuje osiemdziesiąt procent realnych zagrożeń.

Cyfrowa higiena bez złudzeń. Dlaczego Twoja klawiatura to legalny keylogger?

Kiedy myślimy o prywatności w smartfonie, instynktownie zaklejamy kamerę, blokujemy dostęp do mikrofonu i wyłączamy usługi lokalizacji. Zżera nas niepokój o to, że aplikacje mogą nas podsłuchiwać. Tymczasem często dobrowolnie oddajemy wszystkie nasze najskrytsze myśli, wpisywane hasła, numery kart, zapytania w wyszukiwarce i intymne wiadomości jednemu niepozornemu elementowi systemu. Tym elementem jest klawiatura ekranowa.

W dopełnieniu koncepcji Zero Trust czas zająć się dwoma najbardziej newralgicznymi i najczęściej ignorowanymi komponentami mobilnymi, czyli klawiaturą oraz schowkiem systemowym.

Cyfrowa higiena bez czarnej magii. Czym są aliasy e-mail i dlaczego wystarczy Ci jedna skrzynka?

Większość dyskusji o prywatności w sieci skupia się na przeglądarkach, trackerach czy sieciach VPN. Bardzo często zapominamy jednak o elemencie, który identyfikuje nas w internecie mocniej niż odcisk palca — naszym głównym adresie e-mail.

W dzisiejszym internecie Twój e-mail to odpowiednik cyfrowego numeru PESEL. Podajesz go w banku, przy zakupie butów, rejestracji na forum dyskusyjnym czy odbieraniu darmowego e-booka. Efekt? Brokerzy danych z łatwością łączą Twoje aktywności z setek różnych serwisów w jeden spójny profil, a każdy wyciek bazy danych w losowym sklepie oznacza falę spamu i phishing na Twojej głównej skrzynce.

Z ofiary do administratora. Ekstremalne utwardzanie Google Chrome

W świecie cyberbezpieczeństwa często rozmawiamy o modelach zagrożeń (Threat Models) w sposób czysto teoretyczny. Moja własna teoria zderzyła się z rzeczywistością w najgorszym możliwym momencie. Kiedy moja żona leżała w szpitalu, nowo kupiony telefon zaczął nagle żyć własnym życiem. Pojawiła się zielona ikona aktywnego mikrofonu, z galerii w locie znikały dowody, a połączenia były bezpodstawnie przekierowywane. Towarzyszyła temu paraliżująca świadomość, że ktoś obcy na żywo obserwuje mój ekran.

Poznaj GrapheneOS w praktyce. Dlaczego Storage Scopes to absolutny „game changer”?

Ostatnio na Mastodonie pojawiło się kilka pytań o zarządzanie uprawnieniami w systemie GrapheneOS, a dokładniej o to, jak w praktyce działa funkcja Storage Scopes. Zauważyłem, że to mechanizm, który przy pierwszym kontakcie potrafi wywołać spory mętlik. Postanowiłem napisać ten wpis, aby w jednym miejscu wyjaśnić, dlaczego ta opcja to absolutny przełom w dążeniu do cyfrowej prywatności.

Koniec z teatrem prywatności. Czym jest Threat Modeling i jak przestać działać po omacku

W świecie cyfrowej higieny bardzo łatwo wpaść w pułapkę maksymalizmu. Ktoś przeczyta o inwigilacji, kupuje Google Pixela, instaluje GrapheneOS, konfiguruje osobne profile, po czym czuje frustrację, bo system wymaga ciągłej uwagi i rygorystycznych nawyków. Jeszcze gorzej, gdy użytkownicy szukają uniwersalnych dekalogów prywatności i traktują technologię jak magiczną tarczę z pudełka, która w trybie out of the box załatwi za nich cały problem.

Prawda jest brutalna: nie istnieje jeden uniwersalny model bezpieczeństwa. Bezpieczeństwo to proces zarządzania ryzykiem, a nie zestaw aplikacji do pobrania. Aby przestać działać po omacku, musisz zacząć od fundamentu, na którym opiera się każda świadoma architektura, czyli od modelowania zagrożeń (Threat Modeling).

Złudzenie prywatności z pudełka: Dlaczego podejście „set and forget” to pułapka

W świecie cyfrowej prywatności bardzo łatwo wpaść w pułapkę myślenia życzeniowego. Inspiracją do dzisiejszego wpisu jest dyskusja, na którą natrafiłem niedawno na Mastodonie. Wymieszały się w niej fakty techniczne, komercyjny marketing oraz – co najgorsze – przesadna ideologia, która z realnym bezpieczeństwem ma niewiele wspólnego.

Czas domknąć ten temat kompleksowo i wyprostować mity, które w imię walki z Big Tech, sprzedają użytkownikom złudne poczucie bezpieczeństwa.

Cyfrowa higiena bez podglądaczy. Jak łatwo odciąć algorytmy i zabezpieczyć zdjęcia?

W poprzednich artykułach rozebraliśmy na czynniki pierwsze zaawansowane metody kontroli nad siecią i aplikacjami. Wiemy już, jak postawić systemowy firewall oraz jak zamknąć podejrzane programy w bezpiecznej kwarantannie. Dzisiaj zrobimy kolejny ważny krok w stronę odzyskiwania prywatności. Zajmiemy się dwoma rzeczami, które większość z nas wysyła w świat całkowicie dobrowolnie każdego dnia. Chodzi o to, co oglądamy w wolnym czasie oraz o to, co fotografujemy naszymi telefonami.

Dobra wiadomość jest taka, że odcięcie korporacyjnych algorytmów od naszych codziennych nawyków wcale nie wymaga zaawansowanej wiedzy. Wszystko opiera się na wdrożeniu dwóch prostych narzędzi, które pozwolą Ci korzystać z telefonu na Twoich własnych, twardych warunkach.